niedziela, 16 marca 2014

Funny, how she's, caught up running in my head. - 5.






Ona. Osoba, którą skreślił ze swojego życia.
Ona. Osoba, którą chciał zapomnieć.
Ona. Osoba, której ponowne pojawienie się zmienia wszystko.

On. Osoba, którą skreśliła ze swojego życia.
On. Osoba, którą chciała zapomnieć.
On. Osoba, której ponowne pojawienie się zmienia wszystko.




            Dziękuje swojej przewodniczce, o ile można tak ją nazwać, i wchodzi do mieszkania. Siada na kanapie i wyciąga z walizki jedno ze zdjęć, które przywiozła tutaj ze sobą. Opuszkami palców dotyka szkła, pod którym jest zdjęcie, i czuje jak po policzkach spływają łzy. Momentalnie je ociera i odkłada zdjęcie na stolik. Ona widząc go poczuła ukłucie w sercu. On nawet jej nie zauważył w parku. Zabolało, nawet cholernie zabolało. Przecież rok temu nie każdy jeden dzień bez spotkania ze sobą uznawali za nieudany, za zły. A teraz? Praktycznie od roku nie mają kontaktu ze sobą. Od czasu, kiedy on wyjechał i zostawił ją samą. Dzwoniła, ale nie odbierał. Pisała maile, ale nie odpisywał. Zwątpiła w przyjaźń jaka między nimi była i odpuściła. Żyła swoim życiem i nie chciała wracać myślami do jego osoby aż do teraz. Do dnia, kiedy spotkała go szczęśliwego w parku jednego z włoskich miast. Znów łzy zalegają na policzku, które od razu ociera. Bierze głęboki oddech i podchodzi do lodówki. Świeci pustkami. Narzuca na ramiona jedynie płaszcz i wychodzi z mieszkania, uprzednio zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie przejmuje się tym, że nie zna okolicy, przecież teraz ważniejsze jest to, że jej żołądek domaga się o jakiś pokarm. Trafia do pierwszego lepszego sklepu i spaceruje pomiędzy alejkami sklepowymi i chowa do koszyka jedynie najpotrzebniejsze produkty, które mogłyby wystarczyć na kilka dni.
-Scusi. - dociera do jej uszu męski głos, kiedy o mały włos nie ląduje na regałach ze słodyczami. - Ti prego di perdonarmi.
-You don't worry. I'm fine. - odpowiada nawet nie spoglądając na osobę. Poprawia włosy i odchodzi, dodając przy tym. - Kretyn.
-Jesteś z Polski? - czuje jak chwyta jej dłoń i momentalnie się odwraca.
-T.. - zamiera widząc osobę, która "potrąciła" ją w jednej z alejek.
-Ew..
-Michał. - znów czuje jak w oczach gromadzą się łzy. Wyrywa dłoń z jego uścisku i najszybciej jak tylko potrafi odchodzi w stronę rzędu sklepowych kas. Płaci za zakupy i wybiega ze sklepu.
-Ew, poczekaj! - krzyczy za nią, jednak ona nie reaguje. - Ew, proszę Cię. - chwyta za jej dłoń.
-Zostaw mnie, proszę. - stara się wyrwać dłoń z jego uścisku, jednak on na to nie pozwala. - Puść mnie!
-Nie puszczę dopóki nie porozmawiamy.
-Nie mamy o czym rozmawiać, Michał. - wyrywa się z jego uścisku i oddala się na bezpieczną odległość. - Teraz chcesz rozmawiać? Wyjechałeś rok temu i nie raczyłeś się odezwać! Dzwoniłam, pisałam, a Ty nic!
-Daj mi wytłumaczyć, wyjaś..
-Nie Michał, nie ma czego wyjaśniać. - ociera mokre od łez policzki, odwraca się i odchodzi. Jednak po chwili namysłu zatrzymuje się i odwraca. - Życzę Ci szczęścia z tą kobietą. Wyglądacie razem cudownie.
Wpada do mieszkania i rzuca torbą z zakupami na kuchenne meble. Nie ma chęci, a może raczej ochoty na rozpakowywanie zakupów. Chwyta walizkę i ciągnie ją za sobą do sypialni, gdzie wyciąga wszystkie ubrania, które po chwili chowa do półek. Nie ma zamiaru się poddawać, chociaż wie, że może go spotkać gdziekolwiek. Przez kolejny tydzień miała szczęście i nie spotkała go ani na ulicy, ani w sklepie. Cieszy się z tego, chociaż ma świadomość, że to może być cisza przed burzą, ale woli układać sobie w głowie bardziej pozytywny scenariusz swojego pobytu we Włoszech. Skontaktowała się jakiś czas temu z kolegą Kubiaka, który również gra we Włoszech. Wyciąga z kieszeni telefon i wybiera jego numer. Po krótkiej rozmowie rozłącza się, by po jakiś dwudziestu minutach otwierać drzwi.
-No, no, no. Ewelina, zmieniłaś się. - śmieje się przytulając ją do siebie.
-A Ty nie skurczyłeś się. - wytyka w jego stronę język i zaprasza go do środka.
-Jak Twoje love story z Dzikiem? - siada na kanapie.
-Wiesz, to, jak Ty to nazwałeś, love story poszło się jebać, za przeproszeniem. - wzdycha i opada na kanapę. - Spotkałam go dzisiaj i może te wszystkie wspomnienia wróciły, ale to on miał mnie gdzieś.
-Ewka, przecież wiesz jakie jest życie sportowca.
-Ty jakoś potrafiłeś znaleźć czas dla swojej starej znajomej, Bartek.
-Wiesz, że cały czas opowiadał o Tobie? - spogląda w jej stronę delikatnie się uśmiechając. - Przy każdej możliwej sytuacji mówił zawsze "Ew to robiła, Ew tamto robiła. Ona potrafiłaby pomóc, ona potrafiłaby to i tamto". Gram z nim w jednym klubie Ewka i wiem więcej niż mogłoby Ci się wydawać.
-Nie zmienia to faktu, że jest szczęśliwy z jakąś kobietą. - wzdycha sięgając po kubek z ciepłą herbatą.
-Mówisz o Valerii? - spogląda na nią i chichocze pod nosem.
-Bardzo śmieszne Kurek, bardzo.
-Po prostu Vali to jego znajoma. Nie wydaje mi się, aby było coś więcej między nimi, tym bardziej, że on na każdym kroku gada o Tobie, Ewka !
-Bartek, ale to on to zniszczył. Kochałam go, rozumiesz? Kochałam go całym sercem. Zaakceptowałam jego wyjazd. Chciał się rozwijać, a ja nie chciałam stać na jego drodze do sukcesu. Dzwoniła, pisałam, a on nic. Sam to wszystko zaprzepaścił.
-Ja też Cię kochałem, Ew..
Zamiera słysząc dobrze jej znany głos. Mimowolnie przekręca głowę w tył i widzi stojącego w drzwiach Kubiaka. Nie zastanawia się nad tym skąd on znał jej adres, bo doskonale zdaje sobie spr
awę, że to właśnie Kurek go poinformował o tym. Teraz jedynie echem odbijały się słowa wypowiedziane przez Kubiaka.
-Właśnie, kochałeś. - wstaje i podchodzi do okna, przez które spogląda.
-Co nie zmienia faktu, że nadal jesteś dla niego ważna, Ewka. - Bartek stara się jakoś załagodzić zaistniałą sytuację. - Zostawię Was samych.
Nim się spostrzegają, przyjmującego już nie ma w mieszkaniu, ale panuje za to w nim cholernie niezręczna cisza. Przecież kto by pomyślał, że pomiędzy tak doskonale znającymi się osobami zapanuje tak cholernie niezręczna cisza, która w prawdzie nigdy między nimi nie panowała. W pewnym momencie czuje jego dłoń na swoim biodrze i mimowolnie odwraca się do niego przodem.
-Jakbym wiedziała, że Cię tutaj spotkam, nie przyjechałabym tutaj.
-Wiem przecież, że tak nie jest. Jestem pewny, że doskonale wiedziałaś do jakiego miasta jedziesz i doskonale wiedziałaś, że tutaj gram. - gładzi dłonią jej policzek.
Nie ma siły wypowiedzieć ani jednego słowa. Jego dotyk sprawił, że przez jej ciało przechodzi dreszcz, którego nie czuła od dawna. W zasadzie to od ostatniego spotkania z nim. Czuje jak jego dłoń przesuwa się po jej talii w dół, a ona nie potrafi się temu przeciwstawić.
-Kocham Cię Ew, i to się nigdy nie zmieniło. - łączy swoje usta z jej w delikatnym, a zarazem czułym pocałunku.
On chciał w końcu zaznać smaku jej ust, co mu się udało.
Ona chciała w końcu zaznać jego bliskości, co jej się udało.
Oni chcieli być razem mimo wszystko. 
Oni chcieli się kochać mimo wszystko.
Oni byli dla siebie stworzeni od początku.




~*~

Mamy oto koniec historii Michała i Eweliny. :). Mam nadzieję, że nie zawiedliście się na tej historii. :). Swoją drogą, może niebawem znów coś tutaj opublikuję, coś krótkiego. :). Mam już chyba nawet pomysł i to na niekoniecznie siatkarską opowiastkę. :)
Zobaczyć tak uśmiechniętego Dicka - bezcenne! <3 
Pucha Polski wędruje do ZAKSY, choć szkoda Jastrzębia. ;c.
Dziękuję za uwagę. :)

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!



środa, 5 marca 2014

Funny, how she's, caught up running in my head. - 4.






Ona. Osoba, której nie chce zostawić w Polsce.
Ona. Osoba, która nadaje sens jego życiu.
Ona. Osoba, którą kocha.

On. Osoba, bez której nie chce zostać w Polsce.
On. Osoba, która nadaje sens jej życiu.
On. Osoba, którą kocha.



            Nie ma siły zwlekać się z łóżka. Nie ma po co zwlekać się z łóżka. Nie widzi sensu, bo przecież wie, że Michał wyjedzie do Włoch. Wie, że nastąpi to prędzej czy później. Sezon klubowy się skończył i doskonale wie, że Michał chciał wyleczyć dobrze kontuzję, którą doznał w trakcie meczów z Resovią, ale nie poddał się i walczył, a kontuzja nie powstrzymała go od gry. Doskonale wie, że chce reprezentować barwy kraju, ale jego kontuzja nie pozwala mu na to i nawet sam trener doradzał mu dokładne wyleczenie kontuzji, aby w następnym sezonie mógł walczyć dla swojego kraju. Doskonale wie, że właśnie po to wyjeżdża do Włoch, aby być jeszcze lepszym. Nie ma siły wstawiać z łóżka, nawet wtedy, kiedy słyszy dobijanie się do drzwi. Ma świadomość, że nie jest to Michał. Przecież on ma klucze i wszedłby do środka, gdyby nie otwierała drzwi. Kiedy walenie nie ustaje, nieco zdenerwowana zakłada na piżamę szlafrok i wędruje do drzwi. Otwiera je, a do mieszkania wpada jej koleżanka z jednego roku.
-Co się z Tobą dzieje? Wykładowcy się o Ciebie pytają, mamy egzaminy! - dosłownie wydziera się na całe jej mieszkanie, a nawet na całą jej klatkę.
-Michał wyjeżdża do Włoch.. - znów czuje jak na policzkach zalegają jej łzy. - Straciłam go, rozumiesz?
-Ewelina, ogarnij się do cholery ! - chwyta ją za ramiona i delikatnie nimi potrząsa. - Nie możesz mu pokazać, że boli Cię jego wyjazd. Musisz pozwolić mu odejść. Ogarnij się i idziemy na egzamin.
Nie chce iść, ale zmusza ją do tego. W głowie cały czas słyszy jej słowa i dochodzi do wniosku, że musi pozwolić mu odejść. Przecież to jego marzenia, jego plany, których ona nie może zniszczyć. Siedzi w łazience dobre czterdzieści minut, a kiedy zamierza wyjść przegląda się ostatni raz w lustrze. Makijaż sprawił swoją rolę. Jest z siebie zadowolona, bo przecież nie mogłaby wyjść z podkrążonymi oczami od płaczu. Ciemnoniebieskie, jeansowe rurki idealnie podkreślają jej szczupłe nogi, a czarna bokserka i kraciasta koszula idealnie do nich pasują. Przy wyjściu zakłada czarne szpilki i przykleja uśmiech do twarzy. Wychodzi z mieszkania razem z koleżanką, a na schodach mija się z Michałem.
-Ew..
-Nie teraz Michał, mam egzamin. - wzdycha nawet na niego nie spoglądając. - Poczekaj na mnie w mieszkaniu, jak wrócę to porozmawiamy.
Wychodzi z klatki i kieruje się w stronę samochodu. Egzamin poszedł po jej myśli. Chociaż tyle dobrze. Żegna się ze znajomymi i niemal biegnie do swojego mieszkania. Przecież tam ma się spotkać z Michałem. Wpada zdyszana do klatki i przyciska klamkę. Dziwi się, kiedy drzwi są zamknięte. Otwiera je i wchodzi do środka. Spogląda do każdego pokoju i kiedy dociera do niej, że Michała nie ma siada na kanapie i zamiera. Sięga po małą kartkę znajdującą się na stole i wczytuje się w słowa napisane dobrze jej znanym pismem. "Chciałem się z Tobą pożegnać, ale nie miałaś czasu. Dzisiaj lecę do Włoch. Trzymam kciuki za Twoje egzaminy, oby poszły Ci jak najlepiej. :). Żegnaj, Ew." Czuje ja po jej policzkach spływają łzy. Jest wściekła na siebie, a zarazem na niego. Przecież mógł poczekać na nią te półtorej godziny, które by go nie zbawiło. Ona nie miała czasu z nim porozmawiać, przecież spieszyła się na egzamin. On nie miał czasu na nią czekać, przecież spieszył się na samolot. Wyjechał bez pożegnania zostawiając głupi skrawek kartki, który jest dla niej równie ważny jak kubek, z którego za każdym razem pił herbatę. Przecież się przyjaźnili. Przecież byli dla siebie wszystkim.

Rok później.
            Siedzi w swojej ulubionej kawiarni w centrum miasta. Nie jest już to tak cudowne miejsce, przecież zawsze spotykała się tam ze swoim Michałem. Tym razem czeka na przyjaciółkę, która doskonale wiedziała jak przeżyła ten rok bez Michała. Widziała jak płakała każdego wieczoru nie potrafiąc się pogodzić z jego wyjazdem. A teraz? Teraz widzi jak z dnia na dzień staje się coraz to silniejsza.
-Przepraszam za spóźnienie. - wzdycha siadając naprzeciw niej.
-Nic się nie stało. - uśmiecha się do niej. - Dostałam propozycję pracy za granicą.
-Jak to? - dziwi się.
-Mogę asystować przy rozprawach we włoskich sądach.
-Chcesz tam jechać ze względu na niego, prawda? - wzdycha zamawiając sok pomarańczowy.
-Daj spokój Liwka, przecież to już przeszłość. - wysila się na uśmiech.
-Wiesz, że mnie nie oszukasz. Widzę to po Tobie. - spogląda na Ciebie. - Przemyśl to.
-Chcę jechać, to moja szansa Liw, zrozum to.
-Jeżeli tak twierdzisz..
Szeroko uśmiechnięta żegna się z przyjaciółką po dość długiej rozmowie w kawiarni. Wchodzi do swojej klatki i po wejściu do mieszkania od razu wpada do swojej sypialni. Pakuje rzeczy do walizki, a kiedy jest gotowa zamyka dokładnie mieszkanie i klucz oddaje swojej sąsiadce. Przecież ktoś musi podlewać jej roślinki. Na lotnisko odwozi ją Oliwka. Tam po raz kolejny się żegnają. Podróż mija jej bardzo szybko. Nim zauważa musi już wysiadać z samolotu. Na lotnisku czeka na nią przedstawiciel kancelarii adwokackiej, w której ma pracować. Zawozi ją do jej nowego mieszkania i tam zostawia informując, że po godzinie przyjdzie do niej pracownica kancelarii, która będzie jej przewodniczką po mieście. Bierze prysznic i ubiera na siebie czarne rurki, czarną bokserkę i miętowy sweterek. Robi delikatny makijaż i po kilkunastu minutach bezczynnego siedzenia w nowym mieszkaniu słyszy pukanie do drzwi. Bez zawahania je otwiera i wita się z osobą stojącą za nimi.
-Hi, I'm Ewelina. Nice to meet you. - uśmiecha się podając jej rękę.
-Spokojnie, mówię po polsku. - śmieje się. - Jestem Natalia i przydzielili mnie do oprowadzenia Cię po mieście.
Wychodzą z mieszkania. Natalia mówi jej, że mieszka ulicę dalej i wychodzą z bloku. Przechadzają się uliczkami, aż w końcu doznaje szoku. Myśli, że coś jej się przywidziało, ale z każdym kolejnym krokiem, wie, że to nie jest jakieś głupie przywidzenie. Staje w miejscu i prosi swoją przewodniczkę i pójście w inną stronę. Ta przystaje, i ruszają w stronę centrum.




~*~

Nie podoba mi się. Jest straszny. Ta końcówka to już w ogóle beznadzieja. I do tego jakiś taki krótki. Istna tragedia. Eh.. Ale oceńcie sami, o. Niebawem pojawi się ostatni rozdział. ;). Więc to by było na tyle. 

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!




sobota, 1 marca 2014

Funny, how she's, caught up running in my head. - 3.







Ona. Osoba, która sprawia, że się uśmiecha.
Ona. Osoba, na której widok szybciej bije serce.
Ona. Osoba, którą pokochał.

On. Osoba, która sprawia, że się uśmiecha.
On. Osoba, na której widok szybciej bije serce.
On. Osoba, którą pokochała.




            Wyłącza budzik. Mimo iż jest grubo po godzinie dwunastej to niechętnie zwleka się z łóżka. Wchodzi do łazienki i bierze szybki prysznic. Zakłada czarne rurki i klubową koszulkę Michała. Włosy spina w kucyka i robi delikatny makijaż. Nie wybiera się dzisiaj na wykłady, bo przecież on dzisiaj gra jeden z tych najważniejszych meczy w jego życiu. Bo przecież kiedy jego drużyna wygra to będzie mógł powiedzieć, że gra w drużynie Mistrza Polski. Przecież chce być przy nim nawet wtedy, gdyby przegrał. Ale ona doskonale wie, że tak się nie stanie, bo przecież on w tym sezonie wzniósł się na wyżyny. To przecież on pomógł swojemu zespołowi w Final Four Ligi Mistrzów. To przecież dzięki niemu wywalczyli srebrny medal. Ona wie, że potrzebuje jej wsparcia. Przecież pojechała za nim do Ankary, aby móc mu tylko kibicować i cieszyć się razem z nim, więc nie mogło jej zabraknąć na decydującym, piątym meczu o Mistrzostwo Polski. Około godziny siedemnastej pakuje najpotrzebniejsze rzeczy do torebki, a bilet chowa do osobnej przegródki. Zakłada kurtkę i wychodzi z mieszkania. Po wyjściu z klatki wsiada do zamówionej wcześniej taksówki, a po dwudziestu minutach stoi pod wejściem na halę. Wchodzi do środka, zostawiam kurtkę w szatni, wita się z Mileną i razem z nią idzie na salę. Siada na swoim stałym miejscu, bo po chwili spoglądać na wybiegających z szatni siatkarzy. Siatkarzy nastawionych bojowo do ostatecznego pojedynku. Michał doskonale ją widzi. Nie musi nawet się patrzeć czy zajęła swoje miejsce, bo dobrze wie, że tam siedzi. Spogląda tylko w jej kierunku i szeroko się uśmiecha, na co ona reaguje tak samo. Pierwszy gwizdek. Pierwsze szóstki wbiegające na płytę boiska, a w niej oczywiście nie mogło zabraknąć Michała. Przeżywa każdą akcję bardzo emocjonalnie, można powiedzieć, że jak nigdy. Widocznie nauczyła się tego od Michała. Pierwszy set, drugi set, trzeci i czwarty. O wyniku zadecyduje ostatnia, piąta partia. Ściska mocno kciuki i z uwagą przygląda się grze. Ostatni gwizdek i wielka euforia wśród kibiców. Skacze ze szczęścia i przytula Milenę. Michał podbiega do niej, przeskakuje przez bandy reklamowe i chwyta ją w swoje objęcia.
-Gratuluję, Michał. - szepcze mu do ucha.
-Wygraliśmy to, Ew ! - krzyczy ze szczęścia, unosi ją w górę i okręca wokół własnej osi.
Ona szeroko się uśmiecha. On szczęśliwy raduje się z kolegami. Dekoracja. Nagrody dla najlepszych zawodników. Nie mogłoby być inaczej. Najlepszym zawodnikiem całego sezonu zostaje on. Skacze ze szczęścia, by po chwili przejść obok kolegów i przybić z nimi piątki. Medal wisi na jego szyi, ona mimo iż jest w sporej odległości od niego, wie, że akurat w tej chwili jego oczy zaszły łzami szczęścia. Tłumy fanów opuszczają halę, a siatkarze kierują się do szatni.
-Organizujemy wypad do klubu. - zachodzi ją od tyłu. - Idziesz z nami?
-Przepraszam Cię Michał, ale dzisiaj odpuszczam. - wzdycha, po czym delikatnie się uśmiecha.
On jest zawiedziony, kiedy słyszy jej słowa. Ona wie, że to jest jego dzień i nie powinna mu stawać na przeszkodzie do świętowania. przecież on nigdy nie pije alkoholu w jej towarzystwie. Żegna się z nim całując go w policzek i kieruje się w stronę wyjścia. Łapie taksówkę i po kilkunastu minutach wysiada na swoim osiedlu. Wchodzi do mieszkania i w ekspresowym tempie przygotowuje kolację. Po zjedzeniu bierze prysznic i zakłada swoją ulubioną piżamę z nadrukowaną Myszką Miki. Swoją drogą, przecież dostała ją właśnie od Michała. Mimo później pory siada na salonowej kanapie z laptopem na kolanach i przegląda swoje ulubione strony sportowe. "Michał Kubiak znów to zrobił! On znów poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa! Jastrzębski Węgiel zdobył Mistrzostwo Polski, a MVP meczu został nie kto inny jak Michał Kubiak!" Uśmiech sam się wkrada na jej usta, kiedy czyta owy artykuł. Przecież dotyczy on jej przyjaciela, a zarazem osoby, którą w głębi serca darzy większym uczuciem niżeli zwykłą przyjaźnią. Wyłącza komputer i odkłada go na stolik. Kładzie się do łóżka, a kiedy jej powieki stają się coraz cięższe słyszy jak ktoś dobija się do jej drzwi. Nie chce reagować, ale robi to, kiedy pukanie nie kończy się. Otwiera je i widzi Michała.
-Co tutaj robisz? Wiesz która jest godzina? - unosi nieco głos, a on tylko spuszcza głowę w dół.
-Prze.. Prze.. Przepraszam.. - wzdycha, a ona niemalże wciąga go do środka.
-Nieźle zabalowałeś. - śmieje się i układa go na salonowej kanapie, przykrywa go kocem, a sama idzie do swojego pokoju.
Rankiem budzi ją głośny odgłos uderzenia w coś. Przestraszona szybko zrywa się z łóżka na równe nogi i wpada do salonu. Kiedy widzi leżącego na podłodze Michała wybucha śmiechem, a on patrzy się na nią jakby wyglądała co najmniej jak ufo. Podchodzi do niego i podaje mu rękę. On chwyta ją i podnosi się, po czym siada na kanapie. Ona idzie do kuchni, a tam szybko robi jakieś kanapki i zalewa kawę wrzącą wodą. Stawia na salonowym stoliku śniadanie, dla swojego przyjaciela, a sama udaje się do łazienki, zabierając wcześniej czyste ubrania ze swojego pokoju. Bierze szybki, orzeźwiający prysznic i zakłada na osuszone ciało niebieskie rurki i różową koszulę na grubych ramiączkach w białe kropki. Robi delikatny makijaż i prostuje włosy, po czym spina grzywkę. Wychodzi z łazienki i zabiera pusty po kanapkach talerz. Chce iść do kuchni, jednak on jej na to nie pozwala. Łapie ją za dłoń i spogląda na nią. Ona w jego oczach nie dostrzega radości, która powinna być w nich widoczna, wręcz przeciwnie.
-Co się stało, Michał? - gładzi dłonią jego policzek, a on spuszcza głowę.
-Dostałem propozycję.. - wzdycha, a ona momentalnie zamiera. - Mogę grać we włoskim klubie.
-Jak to we włoskim klubie? - siada obok niego i patrzy przed siebie.
-Już jakiś czas temu dostałem propozycję kontraktu, ale nie wiedziałem co mam zrobić.
-Zdecydowałeś już ? - odkłada talerz na stolik, wstaje i podchodzi do okna.
-Nie, jeszcze nie. - podchodzi do niej i kładąc dłonie na jej biodrach odwraca ją do siebie przodem. - Jeżeli nie chcesz abym jechał, to zostanę.
-Michał, nie chcę, abyś rujnował swoje marzenia, swoje życie. - czuje jak w jej oczach zbierają się łzy. - Przecież od zawsze chciałeś grać we Włoszech, to było Twoje marzenie grać tam w jednym z najlepszych klubów tamtejszej ligi.
-Jeżeli powiesz, żebym został, to zostanę. - kładzie dłoń na jej policzku.
-Jedź Michał, zasłużyłeś sobie na to. - wysila się na sztuczny uśmiech, podchodzi do stolika i zabiera brudny talerz, po czym wchodzi do kuchni.
Słyszy jedynie trzaśnięcie drzwi spowodowane wyjściem Michała. Nie pożegnał się, ot tak sobie wyszedł. Czuje łzy na swoich policzkach, ale nie stara się ich powstrzymać. Przecież pozwoliła mu wyjechać, a nie zatrzymała go przy sobie.
Ona wie, że straciła go na dobra. On wie, że stracił ją na dobre.
Ona wie, że on spełnia swoje marzenia. On wie, że ona chce tutaj zostać i studiować.
Ona nie chce mu rujnować życia i planów. On nie chce jej rujnować życia i planów.




~*~

Jest kolejna część. Coś mi się wydaje, że przedostatnia. Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu, bo mi jakoś nie bardzo się podoba. ;c. 


Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl!



poniedziałek, 24 lutego 2014

Funny, how she's, caught up running in my head. - 2.






Ona. Osoba, dla której wskoczyłby w ogień.
Ona. Osoba, dla której by zabił.
Ona. Osoba, w której się zakochał.

On. Osoba, dla której wskoczyłaby w ogień.
On. Osoba, dla której by zabiła.
On. Osoba, w której się zakochała.



            Wychodzi z sali wykładowej i zakłada płaszcz. Obok niej wytrwale kroczy jej najlepsza koleżanka z jednego roku, a z oddali dociera do nich głośny krzyk ich wspólnego kolegi z uczelni. Śmiejąc się wychodzicie z budynku uczelni. Ona żegna się z koleżanką i razem z Maćkiem odchodzą w stronę swojego osiedla. Tak się stało, że jej kolega mieszka dwie klatki dalej i zazwyczaj razem wracają wtedy, kiedy kończy wykłady w tym samym czasie co on. Lubi przebywać w jego towarzystwie, ale czuje się nieco dziwnie. Przecież wie, że on czuje do niej coś więcej, a ona może mu zaproponować jedynie koleżeństwo. Przy drzwiach wejściowych żegna się z nim przytulając się do niego, a Maciek odchodzi w stronę swojej klatki. Otwiera drzwi i nie zdąża dobrze wejść na korytarz, a słyszy za sobą dobrze jej znany głos.
-A Ty nie na treningu? - wpuszcza go do środka, po czym razem wchodzą na odpowiednie piętro.
-Skończyliśmy wcześniej. - śmieje się i przepuszcza ją w drzwiach.
Wchodzą do środka i zdejmują swoją odzież wierzchnią. Nie musi mu mówić, żeby się czuł jak u siebie, bo przecież Michał jest jej stałym bywalcem. To on pomagał jej znaleźć mieszkanie. To on pomagał jej w malowaniu. To on pomagał jej w urządzaniu pokoju. To on pomagał jej w noszeniu cholernie ciężkich kartonów z jej rzeczami. Proponował jej nawet aby zamieszkała u niego w mieszkaniu klubowym, jednak nie chciała. Bo przecież co by pomyśleli ich rodzice? Odkąd pamiętają chcieli ich zeswatać, jednak obydwoje zdecydowali, że przyjaźń im wystarczy. Mieli siebie mimo wszystko i wiedzieli, że mogą na siebie liczyć. Tak też jest przecież teraz. Kiedy mają problemy rozwiązują je razem, tak jak i razem wychodzą z jakichkolwiek opresji. Zawsze się wspierają i z każdym dniem pielęgnują swoją przyjaźń.
-Zamawiamy coś na obiad? - spogląda na nią wyjmując telefon z kieszeni swoich przetartych jeansów.
-A może coś zrobimy? - klaszcze w dłonie momentalnie wstając z kanapy. - Mam pełną lodówkę, wczoraj byłam na zakupach.
Nie musiała mu powtarzać dwa razy. Po kilkunastu sekundach ona słyszy jedynie nieco skrzypiące drzwi lodówki. Wchodzi do kuchni i opiera się o blat kuchennych mebli. On wyciąga wszelakie, według niego potrzebne, rzeczy z lodówki i zamyka ją. Ona jedynie mruży oczy i z uwagą mu się przygląda. Już nie raz widziała jak krząta się po kuchni, ale lubiła to. Lubiła się wtedy w niego wpatrywać. Tak było i tym razem. Widzi z jaką ostrożnością wyciąga nóż z szuflady i jak delikatnie przystawia go fileta z kurczaka. Nie potrafi powstrzymać śmiechu, dlatego staje za nim i chwytając delikatnie jego dłoń kieruje nią, co sprawia że nóż trzymany w jego ręku kroi filet w równe paski, a później w kosteczkę. Śmieje się z niego, bo wie, że on nigdy nie potrafił się zabrać za krojenie jakiegokolwiek surowego mięsa. Przecież to go obrzydzało. Ona zabiera się za gotowanie ryżu, a on za przygotowanie sosu. Zawsze dzielą się zadaniami. przecież praca w kuchni musi być sprawiedliwa dla dwóch osób. Ona nakrywa do stołu. On nakłada porcja na talerz. Siadają niemalże w tym samym czasie z tym, że on odsuwa jej krzesło. Niczym dżentelmen. Jedzą w ciszy, jak zawsze. Nigdy nie mieli zwyczaju rozmawiać przy jedzeniu, przecież tak nauczyli ich rodzice. Ona zabiera się za zmywanie. On pomaga jej wycierając mokre naczynia.
-Masz talent powiem Ci. - śmieje się siadając na kanapie.
-Proszę Cię, Ew. - wtóruje jej śmiechem i siada obok niej. - Lubię gotować, ale zazwyczaj nie mam dla kogo.
Nie odpowiada mu nic, tylko klepie go dłonią po ramieniu. Ona sięga po pilota od TV i włącza tak zwane pudło. On sięga po pilota od DVD i włącza film. Ona kładzie głowę na jego ramieniu. On obejmuje ją swoją silną ręką. Oglądają w ciszy, dopóki ona nie słyszy cichego chrapania. Śmieje się cicho pod nosem i uwalnia się z jego objęcia. Sięga po koc znajdujący się na fotelu obok i okrywa jego ciało. Sama natomiast kieruje się do łazienki, gdzie bierze prysznic i owinięta ręcznikiem przechodzi do swojej sypialni. Tam ubiera się i znów idzie do łazienki, gdzie robi makijaż. Wychodząc drugi raz zauważa jak Michał przeciera nieco zaspane oczy rękoma i podchodzi do niego kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Przepraszam. - wzdycha kładąc swoją dłoń na jej. - Trochę zmęczony byłem po treningu.
-Spokojnie, nic się nie stało. - uśmiecha się szeroko i całuje go w policzek.
Wchodzi do kuchni i stawia wodę w czajniku, a do kubków wkłada torebeczki herbaty. Ona zalewa wrzącą wodą i miesza wsypany wcześniej cukier. On chwyta kubki w dłonie, zanosi je do salonu i stawia na stoliku. Rozmawiają. O wszystkim. Wspominają swoje dzieciństwo. Ona wspomina jak zaszywała się w lasku opodal domu jej rodziców. On wspomina jak jej rodzice prosili go, aby jej poszukał. Śmieją się wniebogłosy i nawet nie zwracają uwagi na to, że za oknem robi się ciemno. Ze wspominania dzieciństwa przechodzą na wspominanie szkoły podstawowej. Tam przecież jeszcze uczęszczali razem. Ona wspomina jak dzieci ze starszych klas chciały ją wykorzystywać. On wspomina jak po zakończeniu lekcji podchodził do nich i im groził. Ale przecież przynosiło to oczekiwane efekty.
-Miałeś sporo problemów przeze mnie. - śmieje się odstawiając pusty już kubek.
-Nie przeszkadzało mi to. - uśmiecha się pod nosem. - Przecież wiesz jak ważna jesteś dla mnie.
-Wiem Michał, wiem. - wzdycha opierając się o fotel. - Nawet kiedy Cię nie było wiedziałam, że myślisz o mnie.
-Wiesz dobrze, że w każdej wolnej chwili myślałem.
-Wiesz dobrze, że w każdej wolnej chwili myślałam. - znów go przedrzeźnia. Lubi to. Lubi jak na jego twarzy pojawia się grymas zdenerwowania. Twierdzi, że wtedy jest tak bardzo słodki.
-Co zamierzasz zrobić po skończeniu studiów ? - chce to wiedzieć, ale ma świadomość, że może go opuścić i zostawić samego.
-Nie wiem jeszcze Michał. Na prawdę nie wiem. - ponownie wzdycha. Nie chce myśleć o przyszłości, bo wie, że w niej mogłaby zostawić go samego. - Póki co jestem tutaj i mam Ciebie.
Nie odpowiada. Uśmiecha się tylko do niej. Czuje, że jak narazie spadł mu kamień z serca, bo wie, że póki co ma ją przy sobie. Wie, że musi coś zrobić, aby w niedalekiej przyszłości nie odeszła od niego. Przecież kocha ją. 
Uśmiecha się do niego. Czuje ulgę, bo wie, że póki co ma go przy sobie. Jednak wie, że musi coś zrobić, bo w niedalekiej przyszłości może odejść od niej, wyjechać i grać w siatkówkę w lepszej lidze, w lepszym klubie. Nie chce do tego dopuścić. Przecież kocha go. 





~*~

Jest kolejna część. Naskrobałam jakoś, ale nie ukrywam, że ta historia nie będzie bardzo długa. Pojawia się jeszcze dwa, może trzy rozdziały, choć możliwe, że tylko jeden. Jeszcze nie wiem jak to wyjdzie. 
Zostawiam ten rozdział Waszej ocenie, chociaż nie ukrywam, że nawet do mnie przemawia. :). 

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl!



sobota, 22 lutego 2014

Funny, how she's, caught up running in my head. - 1.








Ona. Trzy litery, w których kryje się wszystko.
Ona. Osoba, którą pokochał.
Ona. Osoba, z którą się przyjaźni.

On. Dwie litery, w których kryje się wszystko.
On. Osoba, którą pokochała.
On. Osoba, z którą się przyjaźni.


           
            Siedzi w swojej ulubionej knajpce na rogu ulic Kościuszki i Bohaterów Warszawy. Siedzi i spogląda przez okno czy aby czasem już nie idzie. Przecież jest umówiona ze swoim przyjacielem. Kiedy tylko widzi jak stawia kroki po chodnikowej płytce po drugiej stronie ulicy od razu się uśmiecha i woła kelnerkę, która dosłownie po kilku minutach stawia na stoliku dwa talerzyki z napoleonką i dwie szklanki gorącej czekolady, którą oboje tak cholernie lubią. Widzi jak zmarznięty wchodzi do środka, zdejmuje kurtkę, po czym odwiesza ją na wieszak. Rozgląda się po kawiarni i kiedy tylko odnajduje ją wzrokiem szeroko się uśmiecha i podchodzi do stolika. Całuje ją w policzek na przywitanie, a ona tylko się uśmiecha.
-Przepraszam Ew, trening się przeciągnął. - wzdycha pocierając dłonią o drugą dłoń.
-Spokojnie, przynajmniej zdążyłam się zagrzać. - śmieje się, na co on reaguje podobnie.
Rozmawiają o wszystkim. O jego treningu, o jej studiach i wykładach, śmiejąc się przy tym wniebogłosy. Nie przeszkadza im nawet to, że zebrani w owym miejscu ludzie patrzą się na nich jak na osoby chore psychicznie. Nie przeszkadza im to, bo poza sobą nie widzą nikogo innego. Żyją w swoim własnym świecie. Przecież przyjaźnią się od dziecka. Michał mając pięć lat opiekował się małą Eweliną, a to wszystko przez przyjaźń ich rodziców. Teraz i oni przyjaźnią się ze sobą i nie chcą tej przyjaźni niszczyć. Każde próbuje ułożyć sobie życie na swój własny sposób. Ona godziny spędza nad książkami czy też w bibliotece i na uczelni, podporządkowuje temu swoje życie, przecież chce zostać sławnym prawnikiem. On godzinami wyciska siódme poty na treningach i podporządkowuje swoje życie siatkówce, przecież chce zostać sławnym siatkarzem.  Jednak mimo takiego stylu życia zarówno ona jak i on znajdują czas, aby każdego dnia się spotkać i zamienić ze sobą kilka zdań, które zazwyczaj zamieniają się w godzinne pogaduchy aż do zamknięcia ich ulubionej knajpki. Dokładnie tak jak tym razem.
-Odprowadzę Cię. - uśmiecha się pomagając jej włożyć płaszcz.
-Nie trzeba, przecież wiesz, że mieszkam niedaleko. - chichocze widząc na jego twarzy wymalowaną troskę.
-Wiesz, że nie odpuszczę. - śmieje się spoglądając w jej stronę.
-Wiesz, że nie odpuszczę. - specjalnie go przedrzeźnia, bo wie, że on tego nie lubi.
-W takim razie proponuje spacer. - łapie ją za dłoń i delikatnie ciągnie za sobą, a ona nawet się nie sprzeciwia, bo wie, że to i tak by jej nie pomogło.
Idą w ciszy. Ale nie jest to jakaś krępująca cisza. Przecież są przyzwyczajeni do swojej wzajemnej obecności. Nie muszą nic mówić, bo doskonale czują się w swoim towarzystwie. Ona widząc w oddali ławkę spogląda na niego, a Michał już doskonale wie o co chodzi. Niczym dzieci rozpoczynają wyścig do celu, walczą o zwycięstwo, ale jak zawsze w dyscyplinie typowo sportowej on zwycięża. Udaje obrażoną, jednak doskonale wie, że kiedy Michał tylko się do niej uśmiechnie ona wymięknie i zacznie się śmiać. A on doskonale o tym wie i wykorzystuje to za każdym razem. Ona w towarzystwie znajomych ze studiów zachowuje się inaczej, jak na dorosłego człowieka przystało. On w towarzystwie swoich kolegów z drużyny zachowuje się inaczej, jak na dorosłego człowieka przystało. Jednak kiedy są razem zachowują się niczym małe dzieci, które zostały zamknięte w ciałach dorosłych ludzi. Jednak im to nie przeszkadza, bo wiedzą, że w swoim towarzystwie nie muszą niczego udawać. Wiedzą, że mogą być sobą i zawsze tak jest.
-Zimno Ci. - mruży oczy spoglądając w jej stronę.
-Nie jest mi zimno. - mamrocze pod nosem, jednak on doskonale to słyszy.
-Nie zaprzeczaj widzę. - śmieje się zarzucając na jej ramiona swoją kurtkę.
-Teraz Tobie będzie zimno. - protestuje i zdejmuje kurtkę przyjaciela, jednak on ponownie nakłada ją na jej ramiona.
-Ja nie zamarznę, ale z Tobą różnie mogłoby być. - wystawia w jej stronę język, a ona zaczyna się śmiać.
Spoglądają na zegarek niemalże w tym samym czasie i jednoznacznie decydują, że pora się zmywać. Przecież ona ma jutro zajęcia, a on ma jutro trening. Odprowadza ją pod blok. Tym razem nie protestowała i niemalże od razu przystała na jego propozycję. Kiedy tylko doszli na odpowiednie osiedle i stanęli pod odpowiednią klatką w tym samym momencie spojrzeli na siebie. Ona upewniła się, czy aby na pewno nie chce wejść do środka. On upewnił się, że dotarła na osiedle cała i zdrowa. Uśmiecha się do niego, a on obejmuje ją swoimi silnymi ramionami i całuje w skroń życząc jej dobrej nocy. Ona natomiast życzy mu snów o siatkarskim raju. Ona spokojnie wchodzi do klatki zamykając za sobą drzwi. On pewny, że jest cała i zdrowa oddala się w stronę swojego osiedla.




~*~

Po dość długiej przerwie tutaj, pojawiam się ponownie. ;). Nie wiem na jak długo, a chcę skończyć tę opowieść. Jest trochę inna niż pozostałe, które się tutaj znajdują, bynajmniej tak mi się wydaje po początku. Ale ocenę pozostawiam Wam. ;)
Mam nadzieję, że się spodoba. ;)

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl!



piątek, 6 grudnia 2013

Somos de mundos demasiados diferentes. - 4.






Starałaś się nie zwracać uwagi na dochodzący do Ciebie jego głos. Spokojnym krokiem ruszyłaś w stronę przystanku autobusowego, ale on oczywiście nie odpuszczał. Dość szybko znalazł się tuż obok Ciebie i chwycił Twoją dłoń. Poczułaś się jakoś tak inaczej.. Poczułaś, jak przez Twoje ciało przeszedł dreszcz.. Przyjemny dreszcz. Jednak starałaś się nie dać tego poznać po sobie i miałaś nadzieję, że Ci się to udaje.
-Wiem, że Ci się podobam. - szepnął wprost do Twojego ucha, kiedy tylko pochylił się.
-Masz zbyt wysoką samoocenę. - rzuciłaś beznamiętnie chcąc odejść, ale niestety nie pozwolił Ci na to. - Spóźnię się przez Ciebie do pracy.
-Czekam na przeprosiny i podziękowania za wczoraj. - powiedział dość pewny siebie otulając Twój policzek jakże ciepłym powietrzem. Mimowolnie przymknęłaś powieki i wzięłaś głęboki oddech.
-To się nie doczekasz. - zaśmiałaś się i odeszłaś, jednak on nie chciał odpuścić. - Czego Ty chcesz do jasnej cholery? - nie wytrzymałaś i już nieco zdenerwowana odwróciłaś się w jego stronę.
-Jak to czego? - zaśmiał się. - Chociażby tego, żebyś się ze mną umówiła.
-Sorry, nie Twoje doczekanie. - zaśmiałaś mu się prosto w twarz. - Z takimi jak Ty się nie zadaję.
-Jeszcze zobaczymy! - nie zareagowałaś, lecz od razu wsiadłaś do autobusu, który podjechał na przystanek.
Dzień w pracy minął Ci jak nigdy, dość szybko. Nim się zorientowałaś wybijała na zegarku godzina dziewiętnasta. Zabrałaś swoją kurtkę i ubierając ją wybiegłaś ze sklepu, aby zdążyć na autobus.
-Porywam Cię. - poczułaś jak ktoś łapie Cię za rękę i ciągnie ku sobie.
-Daj mi do cholery spokój. - mruknęłaś zirytowana jego zaborczością.
-Daj mi szansę, udowodnię Ci, że jestem inny niż Ci się wydaje. - westchnął stając przed Tobą.
-Godzina. - wyrwałaś swoją dłoń z jego uścisku. - Masz pieprzoną godzinę, później wracam do domu.
Nic nie powiedział, tylko od razu pociągnął Cię za dłoń i po chwili siedzieliście już w jego samochodzie. Po kilkunastu minutach jazdy wysiedliście z samochodu i weszliście na halę. Protestowałaś, ale namówił Cię, abyś poszła z nim dalej. Stanęliście na środku boiska, ale po chwili zostawił Cię samą. Wrócił z piłką w rękach i rzucił ją w Twoją stronę. Nie zastanawiając się długo odbiłaś ją, a on aż się zdziwił.
-No co, kiedyś się grywało. - wzruszyłaś ramionami i usiadłaś na jednym z plastikowych krzesełek. Usiadł obok Ciebie, spojrzał w Twoje oczy a Ty nie potrafiłaś oderwać wzroku od jego tęczówek. Hipnotyzował Cię swoim wzrokiem. Poczułaś jego dłoń na swoim policzku, ale nadal trwałaś we wpatrywaniu się w jego oczy. Po chwili poczułaś jak delikatnie musnął Twoje wargi, by po chwili wpić się w nie z zachłannością. Nie protestowałaś, chciałaś tego tak samo jak i on, a może nawet bardziej?




~*~

Tak oto kończy się ta historia. Jest zupełnie inna niż sobie to wyobraziłam, ale cóż.. Nie zawsze wszystko jest idealne, prawda? Cóż.. Znów przez jakiś czas mnie nie było.. Próbna matura. usiałam poukładać sobie to wszystko w głowie i póki co udało mi się to, ale nie wiem na jak długo. Jeżeli wena nie wróci to zawieszę swoje blogi na jakiś czas, niestety.

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!



niedziela, 24 listopada 2013

Somos de mundos demasiados diferentes. - 3.




Do wieczoru miałaś spokój, cieszyłaś się z tego, bo przecież pracowałaś w galerii handlowej i o dziwo nie było zbyt dużego ruchu. Po zamknięciu sklepu pożegnałaś się z koleżankami z pracy i od razu udałaś się w stronę przystanku autobusowego.
-Doszły mnie słuchy, że potrzebujesz osoby, która podwiezie Cię do domu. - usłyszałaś za plecami, ale nie zwróciłaś na to większej uwagi, lecz on wciąż nalegał. - Chyba należy mi się.
-Chyba śnisz, kochany. - zaśmiałaś się nawet się nie odwracając.
-O proszę, widzę, że już przechodzimy do miłych słówek. - doszedł do Ciebie i ku Twojej niechęci szedł równo z Tobą.
-Odpuść sobie, dobrze? - mruknęłaś zerkając na rozkład jazdy.
-Niestety o tej godzinie nic już nie jedzie. - szepnął wprost do Twojego ucha, a przez Twoje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
-Trudno, przejdę się. - ruszyłaś przed siebie, jednak uniemożliwił Ci to chwytając Twój nadgarstek.
-Podwiozę Cię, przecież nic Ci nie zrobię w drodze. - pociągnął Cię za dłoń, a Ty syknęłaś cicho z bólu.
-Jak Ci tam było? Marek, Michał czy Bóg wie jak, odpieprz się ode mnie. - wyrwałaś dłoń z jego uścisku i znów ruszyłaś przed siebie.
-Po pierwsze, Marcin. - uśmiechnął się podchodząc do Ciebie. - Po drugie jedziesz ze mną czy tego chcesz czy nie.
-Będę krzyczeć i posądzą Cię o porwanie. - parsknęłaś pewna swoich słów, jednak on nie odpuścił i po chwili siedziałaś w jego samochodzie na miejscu pasażera. - Jesteś idiotą, matołem, debilem, a do tego popierdolonym!
-Mogłabyś być trochę milsza i powiedzieć gdzie Cię zawieźć. - westchnął przekręcając kluczyki w stacyjce.
Niechętnie podałaś mu adres, a on dumny z siebie odjechał z parkingu z dość głośnym piskiem opon. Przez całą drogę siedziałaś cicho, nie miałaś zamiaru nawet na niego patrzeć, dlatego bez sensownie wgapiałaś się w szybę i oglądałaś szare blogi, które otaczały drogę, po której jechaliście. A on? Nawijał całą drogę nie zwracając nawet uwagi na to, że Ty w ogóle go nie słuchasz. Widząc w oddali swoje osiedle odetchnęłaś z ulgą. Kiedy się zatrzymał od razu otworzyłaś drzwi i chciałaś wyjść, jednak znów chwycił Twoją dłoń.
-Czego chcesz? - niemalże krzyknęłaś.
-Może tak grzeczniej? - uśmiechnął się. - Chyba jakieś dziękuję i buziak mi się należy. - Znów się uśmiechnął, przymknął oczy i nastawił swój policzek.
Zamyśliłaś się na moment, po czym z całej siły uderzyłaś go w policzek.
-Dupek. - wysiadłaś i trzasnęłaś drzwiami, kierując się od razu w stronę swoich drzwi wejściowych do klatki.
-I tak będziesz moja! - dotarł do Ciebie jego krzyk, a Ty jak bardzo miła i grzeczna dziewczynka wystawiłaś w jego stronę jakże przemiłego, środkowego palca. Usłyszałaś jedynie jego śmiech, po czym od razu weszłaś do klatki. Głośno westchnęłaś i trzasnęłaś drzwiami swojego mieszkania. Zrobiłaś sobie kilka kanapek, które pochłonęłaś w ekspresowym tempie, po czym wzięłaś szybki prysznic i od razu położyłaś się spać. Następnego dnia, chcąc nie chcąc musiałaś wstać o godzinie szóstej rano. Szybko wzięłaś zimny prysznic na przebudzenie, ubrałaś się, zjadłaś jakieś leżące na stole jabłko i wyszłaś.
-Tym razem liczę na przeprosiny. - dotarł do Ciebie głos, który dość dobrze już zdążyłaś poznać.





~*~ 

Mamy trzecią część. ;). Trochę wcześniej planowałam ją dodać, ale niestety zatrzymały mnie ważne sprawy, a później niestety zniknęła mi wena.. ;c.
Chciałam Was poinformować, że przez ten tydzień raczej ni dodam żadnego rozdziału tutaj, ani na Wspomnienia. Dlaczego? Jeden prosty powód - próbne matury.. Niestety. A więc trzymajcie za mnie kciuki! ;).

JEŻELI JUŻ TUTAJ JESTEŚ, ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD. 

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!



poniedziałek, 18 listopada 2013

Somos de mundos demasiados diferentes. - 2.





Wieczorem, około godziny dwudziestej pierwszej, wychodzisz z pracy. Masz świadomość, że teraz tak będziesz kończyć pracę. Masz świadomość, że teraz jedynie będziesz miała przerwę na lunch. Jednak te myśli nie zniechęcały Ci, wręcz przeciwnie. Dawały Ci motywację, bo wiedziałaś, że zarobisz na własne utrzymanie i rodzice nie będą musieli się o Ciebie martwić. Po wejściu do domu nie masz nawet siły, aby zrobić sobie normalną kolację, dlatego gotujesz wodę i zalewasz nią zupkę chińską. Po zjedzeniu bierzesz prysznic i od razu kładziesz się spać.
Pobudka około godziny szóstej nie należy do Twoich ulubionych czynności, ale niestety chcąc pracować w pobliskiej galerii musiałaś się dostosować do owej czynności. Szybki, zimy prysznic na przebudzenie i znów wyglądające elegancko ubranie. Cieszyłaś się z tego, że nie musiałaś nosić jakiś ubrań wybranych przez właściciela sklepu. Przecież nie lubiłaś jak ktoś jest ubrany w to samo co Ty. Ale tłumaczyłaś to sobie tym, że żadna dziewczyna takowych rzeczy nie lubi. Po zjedzeniu śniadania, tym razem normalnego, o ile tak można nazwać jeden z posiłków w trakcie dnia, zabierasz swoją torbę i kurtkę, po czym wychodzisz z mieszkania. W galerii jesteś piętnaście minut przed czasem, ale bez większego problemu wchodzisz do środka i od razu kierujesz się do swojego miejsca pracy. Ciepłym uśmiechem witasz szefową, która od razu daje Ci wytyczne Twojego pracowitego dnia. Zabrałaś się za wykonywanie swoich obowiązków, kiedy poczułaś, że na kogoś wpadasz.
-Widzę, że znów na mnie wpadłaś. - zaśmiał się, a Ty momentalnie odwróciłaś się w stronę, z której dochodził głos.
-Przepraszam, ja nie chciałam. - westchnęłaś odgarniając kosmyk włosów za ucho.
-Wybaczę, jeżeli zjesz ze mną. - posłał w Twoim kierunki uśmiech.
-Jestem w pracy, nie..
-O której masz przerwę? - nie dawał za wygraną, a Ty nie wiedziałaś jak masz go spławić.
-O 13. - westchnęłaś odwracając się, po czym odłożyłaś trzymane w dłoniach ubrania.
-Więc o 13 będę czekał na Ciebie w sushi bar. - posłał w Twoim kierunku oczko i od razu wyszedł nie czekając na Twoją odpowiedź.
Na Twoje nieszczęście czas do przerwy mijał nieubłaganie szybko. Punktualnie o godzinie trzynastej wyszłaś ze sklepu i skierowałaś się w stronę baru sushi. Rozejrzałaś się dookoła, ale widząc owego osobnika, który Cię zaprosił odwróciłaś się na pięcie i myślałaś, że dostaniesz zawału.
-Teraz to ja przepraszam. - zaśmiał się pod nosem spoglądając na Ciebie.
-Chociaż raz Ty, a nie ja. - mruknęłaś pod nosem i wyminęłaś go.
-Wybierasz się gdzieś? - chwycił Twoją dłoń i pociągnął ku sobie co sprawiło, że znalazłaś się kilka centymetrów przed nim. Czułaś na sobie jego ciepły oddech, a dotyk jego dłoni sprawił, że na Twoim ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Wiesz, jest parę minut po trzynastej, muszę wracać do pracy. - odsunęłaś się od niego, aby unormować swój oddech.
-Wiesz, zorientowałem się i masz pół godzinną przerwę. - pochylił się i szepnął wprost do Twojego ucha.
-Mhm, no i co z tego? - usiadłaś przy jednym ze stolików.
-Nie widziałem Cię wcześniej tutaj. - usiadł na przeciw Ciebie i z uwagą Ci się przyglądał.
-No popatrz, to się dopiero narobiło. - mruknęłaś i spojrzałaś do karty dań.
-Jesteś niemiła. - wyjrzał zza swojej karty dań. - a tak w ogóle to my się nie znamy.
-Jakoś nie ubolewam nad tym faktem. - podniosłaś się z krzesła i ruszyłaś ku wyjściu.
-Nazywam się Marcin. - usłyszałaś donośny głos mężczyzny, ale nawet nie zareagowałaś, tylko udałaś się z powrotem do swojego miejsca pracy.



~*~ 

Tak oto mamy dwójkę. ;). Nie miałam za bardzo czasu, aby to napisać, dlatego jest takie bez ładu i składu, przepraszam. ;). 
Niestety teraz żyję już 30 listopada, a potem? Byle do 25 stycznia, zdecydowanie. ;D.

JEŻELI JUŻ TUTAJ ZAJRZAŁEŚ/ŁAŚ, SKOMENTUJ. 

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!



środa, 13 listopada 2013

Somos de mundos demasiados diferentes. - 1.





Wsiadasz do samolotu i po kilku godzinnym locie znów znajdujesz się w Polsce. Cieszysz się, choć wiesz, że znów będziesz musiała zacząć od tak zwanego zera. Cieszyłaś się, kiedy wraz z rodzicami wyjechałaś do Stanów. Cieszyłaś się, bo skończyłaś tam dobrą uczelnię, na którą tutaj w Polsce nie mogłabyś sobie pozwolić. Jednak nie chciałaś siedzieć dłużej na utrzymaniu rodziców. Nie byli zadowoleni z faktu iż chcesz wrócić sama do domu, do Polski. Myśleli, że wiecznie będą mieli Cię przy sobie, ale Ty tego nie chciałaś. Chciałaś stać się samodzielna, bo wiedziałaś, że nie będziesz miała wiecznie rodziców przy swoim boku. Zanim zdążyłaś przejechać przez całe miasto minęło sporo czasu i do swojego mieszkania, w którym jeszcze kilka lat temu mieszkałaś z rodzicami, weszłaś około godziny dziewiętnastej. Nawet się nie rozpakowywałaś tylko rzuciłaś walizkę na podłogę w salonie i od razu wyszłaś, aby zrobić jakieś zakupy. Przecież musiałaś coś jeść. Po zrobieniu dość dużych zakupów w pobliskim markecie znów wróciłaś do mieszkania. Pierwsze co zrobiłaś to wzięłaś długi prysznic, aby zmyć z ciała oznaki podróży. Rozpakowałaś się i zrobiłaś kolację. Późnym wieczorem sięgnęłaś po telefon i napisałaś sms do rodziców:
"Dotarłam na miejsce, nie martwcie się o mnie. Jeżeli będę miała jakieś problemy to od razu Was poinformuję o tym. Kocham Was, Jowit. ;*"
Przygotowałaś sobie posiłek, który w ekspresowym tempie skonsumowałaś. Nie miałaś siły ani ochoty, aby włączyć telewizor, tylko od razu położyłaś się spać. 
Następnego dnia już z samego rana ubrałaś się w koszulę w kratę i ciemne jeansy i po zjedzeniu śniadania wyszłaś na umówione spotkanie. Miałaś nadzieję, że uda Ci się podjąć tę pracę. Weszłaś do galerii handlowej i od razu udałaś się do sklepu, w którym miałaś podjąć pracę. Rozmowa wyszła Ci nawet bardzo dobrze, ale zdziwiłaś się, że tak szybko zgodzili się Cię przyjąć. Zaczynałaś już tego samego dnia i miałaś za zadanie zająć się jedną ze stołecznych drużyn. Nie wiedziałaś dokładnie o co chodzi, ale chcieli Cię w ten sposób sprawdzić. Bałaś się, ale nie chciałaś dać tego po sobie poznać. Przecież od tego miała zależeć Twoja praca w owym miejscu. Dawałaś sobie radę, wszystko szło jak spłatka. Przecież dorabiałaś sobie w takich miejscach jeszcze w Stanach i pracodawcy byli z Ciebie dumni, nawet bardzo dumni. Wszystko szło idealnie do czasu. 
-Przepraszam. - rzekłaś nieco speszona, kiedy idąc tyłem wpadłaś na jednego z klientów.  
-Nic się nie stało. - posłał w Twoim kierunku uśmiech i pomógł Ci podnieść ubrania z podłogi.
-Jowita! - momentalnie przy Waszej dwójce pojawiła się Twoja potencjalna pracodawczyni. - Co Ty wyrabiasz?! - krzyknęła, by po chwili ze stoickim spokojem w głosie powiedzieć do klienta. - Przepraszam Pana za pracownicę. Właśnie ją sprawdzamy, pierwszy dzień.
-Spokojnie, nic się nie stało. - uśmiechnął się i spojrzał na Ciebie. - Mam nadzieję, że nie nabawiłaś się jakiegoś urazu z powodu mojej osoby.
-Nie, dziękuję. - poprawiłaś włosy i spojrzałaś na niego. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku. 
-Zdecydowanie nadaje się do tej pracy. - puścił Ci oczko, po czym pożegnał się z Twoją pracodawczynią i zapłacił za ubrania. 
Odetchnęłaś z ulgą widząc jak wychodzi z uśmiechem na Twarzy, ale wiedziałaś, że z Panią Mirellą nie pójdzie Ci tak łatwo. Liczyłaś na jakiś opieprz i na to, że mogłabyś się pożegnać z tą pracą, a co zyskałaś? Podziękowanie za pomoc i umowę o pracę, którą natychmiastowo podpisałaś. 




~*~

Tak więc startujemy z kolejną opowieścią. ;). Mam nadzieję, że początek przemówił do Was i będziecie oczekiwać na kolejne rozdziały. ;)
A już niebawem.. Coś NOWEGO. ;). Zapraszam do zapoznania się z główną bohaterką, o ile jesteście zainteresowani. ;)

Pozdrawiam, inaccessiblegirl! ;)




niedziela, 10 listopada 2013

Es conexión entre tú y yo. - 3.





Przesiedziałaś w czterech ścianach cały dzień. Chciałaś siedzieć jak najdłużej, byleby Kooy nie wychodził w tym samym czasie co Ty. Nie chciałaś się z nim spotkać, nie chciałaś z nim iść gdziekolwiek. O godzinie 18 wyszłaś ze swojego "gabinetu" i udałaś się do wyjścia. Otworzyłaś drzwi swojego samochodu i chciałaś wsiąść.
-Chyba nie chciałaś mi uciec. - usłyszałaś za sobą.
-Nie powinieneś był być już dawno w swoich czterech ścianach, potocznie zwanych domem bądź mieszkaniem? - mruknęłaś pod nosem nie odwracając się w jego stronę.
-Jak dobrze wiesz, jestem sportowcem, a co za tym idzie mam treningi dwa, a nawet kilka razy dziennie. - odwrócił Cię w swoją stronę i ułożył dłonie na Twoich biodrach.
-Nie pozwalaj sobie za bardzo. - mruknęłaś niezadowolona odpychając go od siebie.
-Czekam na obiecany spacer. - oparł się o drzwi Twojego samochodu.
-Ouuu, to się nie doczekasz. - wymusiłaś uśmiech, który i tak wyglądał sztuczniej niż Ci się wydawało.
Nie odpuścił. Nie pozwolił Ci wsiąść do samochodu. Nie pozwolił Ci odjechać. Staliście obok siebie opierając się o samochód. W pewnym momencie chwycił Cię za dłoń i pociągnął za nią. Mimo iż krzyczałaś, a nawet wrzeszczałaś, nie przejął się tym. Wrzucił jedynie swoją torbę treningową do swojego samochodu i nie puszczając Twojej ręki ruszył dalej. Mimo iż wyzywałaś go od najgorszych nie przejmował się tym i dalej szedł w obranym przez siebie kierunku.
-Jesteś kretynem jakich mało! - krzyknęłaś kiedy się zatrzymał.
-Obiecałaś mi spacer, a z obietnic trzeba się wywiązywał. - uśmiechnął się, a do Ciebie dotarło jak piękny ma uśmiech. - Pamiętasz jak chodziliśmy na spacery razem? Wtedy zawsze siadaliśmy na ławce w parku.
-Nie da się tego zapomnieć. - westchnęłaś i przyłapałaś siebie samą na uśmiechu. Znów chwycił Twoją dłoń i pociągnął za nią. Tym razem nieco delikatniej niż wcześniej. Usiedliście na pobliskiej ławce.
-Siadaliśmy na ławce i wpatrywaliśmy się w zachodzące słońce. - uśmiechnął się zakładając rękę na oparcie ławki.
-Zupełnie tak jak teraz, tyle że nie ma zachodu słońca. - westchnęłaś spoglądając w dal. - I obiecywaliśmy sobie głupoty.
-Czy obietnica o tym, że mimo wszystko będziemy utrzymywać ze sobą kontakt też była głupotą? - spojrzał na Ciebie, a Ty ujrzałaś w jego oczach smutek i żal.
-Byliśmy wtedy dziećmi, Dick. - odwróciłaś głowę w drugą stronę powstrzymując się od rozpłakania.
-Dlaczego wyjechałaś, Paola? - ujął Twoją dłoń w swoją, a Ty momentalnie odwróciłaś głowę w jego stronę. - Dlaczego wyjechałaś bez słowa wyjaśnień?
-Nie miałam czasu na wyjaśnienia, Dick. - westchnęłaś kładąc dłoń na jego policzku. - To wszystko potoczyło się tak szybko. Ojciec dostał znów kontrakt w Polsce i wyjechałam razem z nim.
-Wolałaś zostawić to co tam miałaś i wrócić do niczego? - przybliżył się do Ciebie.
-A co tam miałam, co? - nie wytrzymałaś i po Twoich policzkach spłynęły łzy. - Przyjaciół, którzy się odwrócili ode mnie kiedy się dowiedzieli, że nie wrócę? Miałam wtedy szesnaście lat, Dick. Mogłam zacząć życie od nowa w domu. w prawdziwym domu.
-Nie płacz. - otarł opuszkami palców Twoje mokre od łez policzka. - Przecież wiesz, że nigdy nie lubiłem jak płakałaś.
-A Ty dlaczego tutaj jesteś? Dlaczego podpisałeś ten cholerny kontrakt z ZAKSA ?
-Dlaczego? - uniósł głowę ku niebu. - Widocznie ten na górze sprawić chciał, abyś znów stanęła na mojej drodze.
-Nie wierzę w tego na górze. - prychnęłaś z dezaprobatą.
-Ale ja wierzę. - ujął Twoją twarz w swoje dłonie. - Es conexión entre tú y yo.
-Haz lo que te dicta el corazón. - uśmiechnęłaś się nieznacznie, a on od razu wpił się w Twoje usta.
-To dyktuje mi serce. Zawsze Cię kochałem, Paola. - wstał i chwycił Twoją dłoń, po czym uniósł Cię w górę i znów wpił się w Twoje usta.




~*~ 

Tak oto kończy się opowieść Dicka i Paoli. ;>. Mam nadzieję, że Wam się podobała. ;). Jest to chyba najkrótsza opowieść z tych wszystkich, które tutaj dodałam, ale takie było moje widzi mi się. ;>. 
Póki co, możecie zapoznać z aktorami kolejnej historyjki, mam nadzieję, że oni też się Wam spodobaja. ;D

Pozdrawiam, inaccessiblegirl




wtorek, 5 listopada 2013

Es conexión entre tú y yo. - 2.





Nie wiedziałaś tego jak to możliwe, że znaleźliście się w jednym miejscu. Było to dla Ciebie nie do pojęcia. Przez cały dzień nie potrafiłaś skupić się na niczym innym niż myśleniu o Nim. Kiedy skończyłaś pracę, miałaś świadomość, że On też skończył trening i zapewne spotkacie się przy wyjściu. Dochodząc do drzwi doszły Cię głosy siatkarzy. Do Twoich uszu dotarł Ci też Jego głos. Nim dotarłaś do wyjścia siatkarze też już byli przy drzwiach. Jeden z nich otworzył Ci drzwi, za co podziękowałaś skinieniem głowy i czym prędzej wyszłaś na świeże powietrze. Stanęłaś przy swoim samochodzie i rozejrzałaś się dookoła. Żegnał się z kolegami i odchodził od nich kierując się bardziej w Twoją stronę. Czym prędzej wsiadłaś do samochodu i zamknęłaś drzwi. Bynajmniej chciałaś to zrobić.
-Jak to się stało, że znów się spotykamy, Paola? - chwycił drzwi od Twojego Audi i oparł się o nie.
-Wiesz, świat jest mały, Dick. - odparłaś swoim melodyjnym głosem i przeniosłaś wzrok na Niego. - Przepraszam cię, ale chciałabym zamknąć drzwi i odjechać.
-Jeżeli obiecasz mi, że jutro po moim treningu się przejdziemy. - szelmowsko się uśmiechnął i założył torbę na ramię.
-Niech będzie, znasz to miasto lepiej, bo zapewne jesteś tutaj dłużej. - chwyciłaś drzwi samochodu chcąc je zamknąć. - Do zobaczenia jutro. - trzasnęłaś drzwiami, by po chwili odjechać.
Nim dotarłaś do mieszkania, kupiłaś jeszcze butelkę słodkiego, czerwonego wina. Wieczorem, usiadłaś na balkonie opatulona ciepłym kocem i wpatrywałaś się w rozgwieżdżone niebo z lampką wina w dłoni. Nie mogłaś się doczekać jutrzejszego dnia, bo przecież byłaś z Nim umówiona. W sumie, to miało być tylko jedno niezobowiązujące wyjście na spacer. Przecież musiałaś poznać nowe miasto, w którym się znalazłaś.

Następnego dnia, tuż po wzięciu porannego prysznica od razu się ubrałaś w swoją ulubioną koszulę w kratkę, czarne rurki i czarne buty na platformie. Przy wyjściu narzuciłaś jeszcze płaszcz i zgarnęłaś ze stołu jabłko, które schowałaś do torby, aby mieć co zjeść na drugie śniadanie. Po niecałych dwudziestu minutach byłaś już pod halą, do której weszłaś równo z jednym z siatkarzy.
-Widzę, że mam szczęście dzisiejszego poranka. - uśmiechnął się w Twoim kierunku i otworzył Ci kolejne drzwi. - Łukasz jestem.
-No ja nie wiem, czy to szczęście czy pech. - zaśmiałaś się wchodząc do środka. - Paola, miło mi.
-Cześć Paola. - usłyszałaś za sobą głos Dicka i od razu gwałtownie się odwróciłaś. Wpadłaś wprost w Jego ramiona, a od ust siatkarza dzieliły Cię milimetry. - Nie wiedziałem, że aż tak Cię ciągnie do mnie.
-Nie pochlebiaj sobie, Kooy. - oddaliłaś się od Niego i nieznacznie uśmiechnęłaś spoglądając na Niego spod tak zwanego byka. - Wiesz, nie jesteś jedyny na świecie. - odwróciłaś się i odeszłaś zerkając przez ramię w Jego stronę. Stał tak jakby coś Go wmurowało w podłogę. A Ty jak gdyby nigdy nic odeszłaś do swojego miejsca pracy i zabrałaś się za swoje zajęcia.




~*~

Tym razem ta historia zaczęła się dość nietypowo jak dla mnie, bo od samego początku znacie bohatera głównego, którym jest Dick Kooy. Dlaczego tak a nie inaczej? Sama nie wiem. Jakiś taki głupi pomysł uroił się w mojej głowie. Zapewne zastanawiacie się też, skąd Paola i Dick się znają prawda? Tego dowiecie się już niebawem. Ale swoją drogą.. Macie jakieś swoje pomysły co do tego skąd się znają czy raczej nie? ;>

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl



sobota, 2 listopada 2013

Es conexión entre tú y yo. - 1.





Nowy rok. Nowe przyrzeczenia. Nowa praca. Nowi znajomi. Wszystko nowe, a Ty nie potrafisz się rozstać ze swoim starym życiem. Wciąż w pamięci masz tę zdradę swojego narzeczonego, w sumie to już byłego narzeczonego, która zmusiła Cię do wyjazdu z Płocka. Na Twoje szczęście znajomości, które miałaś praktycznie w całej Polsce dzięki ojcu, który był znanym biznesmenem, tym razem były na Twoją korzyść. Mogłaś liczyć jedynie na jego wsparcie, bo matka była zauroczona Przemkiem do tego stopnia, że nawet broniła go wtedy, kiedy przyłapałaś go na zdradzie. Jednak Ty miałaś to gdzieś. Musiałaś zacząć nowe życie wraz z rozpoczęciem nowego roku. Zaczynałaś z czystą kartą w zupełnie nowym miejscu. Bez znajomej osoby, bez niczego.
Pierwszy dzień w pracy nie był dla Ciebie zbyt miły. Miałaś pracować jako asystentka menedżera w siatkarskiej ekipie obecnego wicemistrza kraju. Dziękowałaś ojcu za to, że znalazł Ci pracę, która mniej więcej pokrywała się z Twoim kierunkiem studiów. Musiałaś dzielić pracę wraz ze studiami, dlatego przeprowadzając się do Kędzierzyna-Koźla postanowiłaś studiować niestacjonarnie, aby mieć więcej czasu na pracę. Ojciec płacił Ci za mieszkanie, które wynajmowałaś, ponieważ był zdania, że jego jedyna córka musi mieć bardzo dobre warunki mieszkalne. Za to też byłaś mu wdzięczna. Obecny stan zawdzięczałaś jedynie jemu, nikomu innemu. Drugiego stycznia miałaś już zacząć pracę. Fakt, że nigdy nie miałaś styczności z osobami, które są przyzwyczajone do pracy, motywował Cię jeszcze bardziej. Byłaś jedynie przyzwyczajona do podróżowania. Zwiedziłaś połowę świata, a teraz nie potrafiłaś pogodzić się z faktem, że musisz zacząć żyć na siebie i na swoje potrzeby.
Ubrana w niebieskie rurki, jasnoróżową bokserkę i nieco przedłużoną koszulę na ramiączkach z białymi kropkami weszłaś do budynku hali. Tam od razu prezes porwał Cię, aby przedstawić Cię swoim zawodnikom. Dość niechętnie weszłaś na salę, a stukot obcasów dotarł do uszu siatkarzy, którzy momentalnie odwrócili się w Twoją stronę. Niepewnie się uśmiechnęłaś, by po chwili podejść jeszcze bliżej. Twoją uwagę przykuła znajoma twarz. I nie, nie był to żaden Polski siatkarz, lecz zagraniczny. Posłałaś w jego kierunku ciepły uśmiech.
-Panowie, chciałem Wam przedstawić nową asystentkę naszego menedżera. - wskazał dłonią na Twoją postać, a Ty niepewnie się uśmiechnęłaś.
-Dzień dobry. Nazywam się Paola Wianowicz. - uśmiechnęłaś się, lecz tym razem inaczej. Pewniej. Twój uśmiech sprawiał, że wyglądałaś pewniej i z tego byłaś dumna. On natomiast słysząc Twoje imię i nazwisko gwałtownie się odwrócił w Twoją stronę i prawie wypluł wodę, które znajdowała się w jego jamie ustnej.



~*~

Witam Was, kochani! Wiem, ostatnio nic nie pisałam, ale to niestety przez zupełny brak czasu. Chciałam Was serdecznie przeprosić za moją nieobecność i mam nadzieję, że mi wybaczycie. ;).
Teraz daję Wam początek nowej historii z nowymi bohaterami. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. ;)
Pozdrawiam, inaccessiblegirl



poniedziałek, 9 września 2013

Zagubiona w losu grach. - 7.




Skończyłaś w Argentynie studia. Zawsze chciałaś zostać psychologiem i to Ci się udało. Kontakt z sąsiadem utrzymywałaś nadal, choć nie był on taki jak wtedy, kiedy wyjechałaś do Buenos Aires. On wyjechał i grał w zagranicznych klubach, a Ty? Tuż po skończeniu psychologii wróciłaś do kraju, do swojej Ojczyzny. Najpierw do Krakowa, gdzie od razu spotkałaś się z Matyldą. Dowiedziałaś się, że Wasz wspólny przyjaciel wyjechał do Stanów, gdzie gra w koszykówkę. Cieszyłaś się jego szczęściem i byłaś z niego dumna. Przecież odkąd pamiętasz ciągnęło go do tego sportu aż w końcu mu się to udało, a Ty nawet nie wiedziałaś kiedy to nastąpiło. Matylda wszystko Ci w skrócie opowiedziała, nie pomijając oczywiście swoich szczęśliwych dni. Między innymi dowiedziałaś się, że od półtorej roku jest szczęśliwą żoną, a od pół roku matką. Mimo iż nie urwałaś z nią kontaktu po wyjeździe nie byłaś na jej ślubie, a nawet o tym nie wiedziałaś. Cieszyłaś się jej szczęściem i to było dla Ciebie najważniejsze.
-A co z Tobą? Ułożyłaś sobie życie? - spojrzała na Ciebie odkładając Majkę do łóżeczka.
-Skończyłam psychologię, zawsze chciałam mieć te studia. - uśmiechnęłaś się delikatnie. - Obiecałam Kamilowi, że je ukończę i dopięłam swego.
-Wiesz, ze nie o tym mówię. - usiadła obok chwytając Twoją dłoń.
-Wiem. - westchnęłaś. - Minęło już tyle czasu, a ja nadal mam ten obraz przed oczami, nie potrafię o tym zapomnieć.
-Musisz odciąć się od tego wydarzenia, zapomnieć o nim. - objęła Cię ramieniem.
-Wyjeżdżam do Bełchatowa. - dodajesz po chwili ciszy, a ona patrzy na Ciebie niezrozumiale. - Podjęłam pracę psychologa w tamtejszym klubie siatkarskim.
-Czyli znów mnie zostawisz?
-Ty masz rodzinę. Męża, córkę, a ja? - odwracasz wzrok od jej oczu, a po Twoich policzkach spływają łzy. - Ja muszę zacząć wszystko na nowo. Od zera, tak jak to zrobiłam w Buenos Aires. - ocierasz swoje mokre od łez policzka i spoglądasz jej w oczy. - Jutro wyjeżdżam.
Czujesz jak jej ramiona oplatają Twoje ciało. Wtulasz się w nią, by po chwili wyjść z jej domu i skierować się w stronę swoich rodzinnych stron. Witasz się z rodzicami i informujesz ich o podjętej decyzji. Nie protestują, ponieważ wiedzą, że musisz zacząć żyć pełnią życia. Zasypiasz niemalże od razu. Następnego dnia odwiedzasz jedynie swój dom. Cztery ściany, które miałaś dzielić z Kamilem. Może i nie powinnaś tego robić, ale to jest silniejsze od Ciebie.

*

Zasłonięte oczy chustką tak, abyś niczego nie widziała. Nie chciał, abyś widziała jak wchodzicie do domu, do Waszego domu. Nagle czujesz jak Twoje ciało unosi się ku górze. mimowolnie Twoje dłonie oplatają jego szyję. Słyszysz jedynie trzask drzwi i domyślasz się, że weszliście do środka. Dopiero w jednym z pomieszczeń odsłania Ci oczy. Jesteś zdumiona tym co widzisz. Nowoczesne meble, które idealnie dopasowują się do fioletowo-czerwonych ścian salonu. Wchodzicie na górę, a tam kilka drzwi. Otwiera te największe, a za nimi ukazuje się dużych rozmiarów sypialnia. Duże łoże, na suficie lustro. Dziwi Cię to, ale zarazem śmieszy. Wchodzicie w głąb pokoju. Za jednymi drzwiami duża i przestronna łazienka, a za kolejnymi dużych rozmiarów garderoba. Pomyślał o wszystkim. O Twoich potrzebach, o tym, aby mieć gdzie pochować ubrania. Znał Cię doskonale. Po wyjściu z sypialni wchodzicie do pokoju obok. Dziwisz się jeszcze bardziej widząc jasnoniebieskie ściany, w rogu kołyskę, a nieco przy środku pokoju łóżeczko.
-Tutaj będzie pokój naszego dziecka. - objął Cię od tyłu i mocno przytulił do siebie. Białe mebelki komponowały się z kolorem ścian, a dębowe łóżeczko dodawało uroku temu miejscu. Pokój idealny dla dziecka, taki jaki sobie wymarzyłaś. Wszystko było takie, jakie chciałaś aby było.

*

Mimowolnie po Twoich policzkach spływają łzy, kiedy znajdujesz się w pokoju, w którym miało spać Wasze dziecko, owoc Waszej miłości. Zamykasz dokładnie drzwi domu zabierając klucze ze sobą i ruszasz w drogę do Bełchatowa. Tam jesteś wieczorem. Następnego dnia idziesz na spotkanie z prezesem klubu, który wita Cię bardzo ucieszony z tego, że zgodziłaś się przyjąć ową ofertę. Niemalże od ręki podpisujecie kontrakt i wychodzicie z gabinetu. Zawodnicy akurat mają trening więc zabiera Cię na salę. 
-Panowie, poznajcie naszą nową panią psycholog. - zwraca się, na co niemal wszyscy odwracają się w Twoim kierunku. 
-Amelia Różańska, miło mi państwa poznać. - posyłasz w ich kierunku uśmiech, na co jeden z zawodników zajętych tejpami od razu odwraca się w Twoją stronę. 
-Kłosu, może akurat dla Ciebie! - docierały do Ciebie pojedyncze zdania. 
-Amelia? - usłyszałaś pytanie i niemal od razu wiedziałaś do kogo należy ten głos. Myślałaś, że jedynie wydaje Ci się, że On tutaj jest, przecież grał w Rosji. Jednak z każdym Jego krokiem w Twoją stronę wiedziałaś, że to na prawdę On. W jednym momencie wpadłaś w Jego silne ramiona, w których czułaś się tak cholernie bezpieczna. W jednej chwili wszystkie złe myśli odeszły. Poczułaś smak Jego ust, a co za tym idzie dało się usłyszeć gwizdy i oklaski pozostałych zawodników. 
-Ten to ma farta. - westchnął jeden z nich. - Dopiero co tutaj trafiła, a już się całują. 
-Zamknij się Zator. - odpowiedział mu, po czym znów musnął Twoje wargi swoimi. - Kocham Cię Ami. 
-Ja Ciebie też kocham, Facundo. - znów znalazłaś się w Jego silnych ramionach.
Pokochałaś Go kiedy zobaczyłaś Go pierwszy raz. Pokochałaś Go wtedy w samolocie. Pokochałaś Go, mimo tego, że Go nie znałaś. Pokochałaś Go i z każdym dniem pragnęłaś Go bardziej. 
. Życie sprawiło Ci wiele przykrości, ale Ty potrafiłaś je pokonać. Zagubiona w losu grach odnalazłaś po raz kolejny swoje szczęście. Postawiłaś na miłość i znów czujesz się szczęśliwa. 



~*~

Nieco późno rozdział, ale zrozumcie.. Szkoła się zaczęła, a co za tym idzie mniej czasu.. Same powtórki, kartkówki i sprawdziany.. Czeka mnie najważniejszy egzamin, ale póki co żyję przygotowaniami do studniówki! :D. Gorzej z partnerem, ale co tam.. 
Tak oto kończy się historia Amelii i Facundo. Domyślaliście się kim będzie ON? Czy raczej Was zdziwiłam? ;>

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl!



czwartek, 29 sierpnia 2013

Zagubiona w losu grach. - 6.





Z biegiem kolejnych dni bardziej oswajałaś się ze świadomością, że nie chcesz wracać do Polski, że wolisz zostać w Buenos Aires i zacząć nowe życie. Z biegiem kolejnych dni uświadamiałaś sobie, że towarzystwo sąsiada bardzo Ci sprzyja. Z biegiem kolejnych dni uświadamiałaś sobie, że chcesz być przy Nim i wspierać Go. Jednak nie byłaś pewna, czy aby na pewno dobrze robisz. Na Twoim palcu nadal tkwiła obrączka i nie byłaś pewna czy chcesz ją zdjąć i schować głęboko do szuflady. Rozmyślałaś nad tym każdego dnia bardziej intensywniej i nie wiedziałaś nadal co zrobić. Miałaś nadzieję, że z czasem wszystko ułoży się i będziesz mogła wreszcie poczuć się szczęśliwa.
Wyszłaś rankiem z domu jak codziennie i wzdłuż brzegu plaży, ruszyłaś w swój rytm biegania. Odkąd przeprowadziłaś się do tego domku zaczęłaś biegać, zaczęłaś dbać o siebie i o swoją kondycję. Dlaczego? Może dlatego, że każdego dnia On był Twoim towarzyszem. Każdego dnia biegaliście razem, by później zjeść wspólnie śniadanie. Tak też było i tym razem. Bo przebiegnięciu tych kilku kilometrów zaprosił Cię do siebie. Nie protestowałaś, wręcz przeciwnie. Z wielkim uśmiechem na twarzy przystałaś na Jego propozycję. Poszłaś się jedynie odświeżyć i przebrać, po czym stanęłaś jeszcze przed lustrem.
-Co ja robię? - westchnęłaś i oparłaś się o umywalkę. - Nie, mam prawo być szczęśliwa. - dodałaś spoglądając na swoją dłoń. Zdjęłaś z palca obrączkę i wychodząc z łazienki schowałaś ją głęboko do szuflady. Wyszłaś z mieszkania i udałaś się w kierunku domku sąsiada. Wzięłaś głęboki oddech i zapukałaś do drzwi. Otworzył Ci z wielkim uśmiechem na twarzy i od razu zaprosił Cię do środka. Weszłaś i rozejrzałaś się dookoła. Miał pięknie urządzony salon. Starodawne meble idealnie komponowały się z kolorem ścian. Może i bywałaś u Niego każdego dnia, dopiero teraz dostrzegłaś jak idealnie wszystko komponuje się ze sobą. Zjedliście wspólnie śniadanie i usiedliście na tarasie.
-Jak to się stało, że zawitałaś do Buenos Aires? - spojrzał na Ciebie delikatnie się uśmiechając, by po chwili spojrzeć w oddaloną plażę.
-Wiesz, to dość długa historia. - westchnęłaś. Spojrzałaś w ziemię i poczułaś jak do Twoich oczu napływają łzy. - Przyjaciele mnie tutaj wysłali.
-Przyjaciele? - uśmiechnął się delikatnie. - To powinnaś już dawno wrócić.
-Wiem, ale postanowiłam zostać tutaj na dłużej, być może na stałe. - uniosłaś kąciki ust ku górze.
-O proszę, czyli na czas urlopu będę miał miłą sąsiadkę. - zaśmiał się i niepewnie objął Cię ramieniem.
-Na czas urlopu? - uniosłaś wzrok mrużąc oczy.
-Tak, nie często tutaj bywam. - westchnął. - Teraz mam kontuzję i dlatego jestem w domu.
-Sportowiec. - zaśmiałaś się.
-Siatkarz. - dodał z błyskiem w oku. Dało się dostrzec w Jego oczach radość, która towarzyszyła w wypowiedzeniu tych słów.  - Powiedz mi coś o sobie.
-A co byś chciał wiedzieć?
-Wszystko. - zaśmiał się, a Ty podniosłaś się i udałaś się nieco dalej w głąb plaży.
-A więc. - wzięłaś głęboki oddech. - Kila miesięcy temu wzięłam ślub, ale w wyniku strzelaniny mój mąż zmarł. - czułaś, jak po Twoich policzkach spływają łzy. - Wtedy nie potrafiłam sobie z tym poradzić, zamknęłam się w sobie i swoich czterech ścianach. Dlatego przyjaciele na przekór moim słowom wysłali mnie tutaj. A teraz? Teraz nie chcę wracać do Polski, bo tam mam wspomnienia związane z tym wszystkim.'
-Już dobrze, nie płacz. - podszedł do Ciebie i mocno Cię przytulił. Tkwiliście w swoich ramionach dość długo, a Ty nie chciałaś, aby Cę wypuścił ze swoich silnych ramion. Chciałaś w nich tkwić jak najdłużej. Chciałaś, aby ta chwila była wieczna.



~*~

Tak więc mamy piątkę. ;). Nieco opóźniona, ale niestety brak czasu przy końcu wakacji doskwiera i nie miałam czasu, aby cokolwiek naskrobać. Niestety wakacje są już przy końcówce i niebawem czas ruszyć do szkoły. Jak dla mnie zapowiada się bardzo ciężki rok, a Wasz też taki ciężki będzie? ;>

Pozdrawiam, inaccessiblegirl!


piątek, 23 sierpnia 2013

Zagubiona w losu grach. - 5.





Nie czekając nawet na jakiekolwiek słowo z Jego strony podnosisz się i wraz z Michaelem ruszasz w stronę swojego hotelu. Nie zwracasz uwagi nawet na Jego wołania, które z każdą chwilą stają się coraz to cichsze. Żegnasz się z Michaelem i wchodzisz do hotelu od razu kierując się do swojego pokoju. Zasypiasz niemal od razu, gdy wychodzisz z łazienki.
Tydzień spędzony w Buenos Aires minął bardzo szybko, ale Ty nie miałaś ochoty wracać do kraju. Dlaczego? Czułaś się tutaj lepiej. Nie myślałaś o tym wszystkim co wydarzyło się w Polsce, przez co nie wylewałaś tylu łez. Michael pomógł Ci znaleźć jakieś małe mieszkanie w okolicach plaży. Pomógł Ci przenieść tam swoje rzeczy, jak również pomógł Ci się rozpakować i co najważniejsze pomógł Ci się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Wieczorem usiadłaś na schodkach przed swoim domkiem i wpatrywałaś się w zachodzące słońce.

*

Polskie Morze Bałtyckie wraz z plażą. Wynajęty domek na uboczu i w odludziu. Siadasz na schodach i wpatrujesz się w zachodzące słońce. On siada obok Ciebie i chwyta Twoją dłoń. Kładziesz głowę na Jego ramieniu i razem wpatrujecie się w piękny zachód słońce nad polskim Bałtykiem. 
-Kiedyś będziemy mieć taki domek na skraju plaży. - uśmiechnął się obejmując Twoje ramiona swoją ręką. 
-Poważnie? - nieco się ożywiłaś i spojrzałaś w Jego tęczówki.
-Tak. - odgarnął kosmyk Twoich włosów za ucho. - Kiedyś, po ślubie, będziemy mieć mały domek na skraju plaży. Niekoniecznie tutaj w Polsce. Wieczorami będziesz siadała na schodach i wpatrywała się w zachodzące słońce, a rankiem będziesz obserwować piękny wschód słońca. 
-A Ty co będziesz robił?
-Ja? - zaśmiał się pod nosem. - Ja będę siadał obok Ciebie, abyś mogła oprzeć swoją głowę o moje ramie i abyś mogła czuć się bezpieczna. 
-Kocham Cię. - szepnęłaś, a On czule Cię pocałował. 
Przeniosłaś wzrok na niebo, aby nadal wpatrywać się na piękny zachód słońca. Z każdą sekundą chowało się za horyzont, a Ty nie mogłaś przestać się napatrzeć na nie. 

*

Uśmiechnęłaś się na samą myśl o tym wspomnieniu. Tym razem nie wylałaś ani jednej łzy. Bolało wspominanie tego wszystkiego, przecież przeżyłaś z nim wiele wspaniałych dni. Miałaś mnóstwo wspomnień i co najważniejsze nie chciałaś się ich wyrzekać. Z uśmiechem na ustach podniosłaś się i ruszyłaś wzdłuż plaży trzymając w dłoni swoje sandały.  Chłodna woda moczyła Twoje stopy, a gwiazdy oświetlały całą plażę. Usiadłaś przy brzegu i spoglądałaś w niebo.
-Przepraszam, czy coś się pani stało? - usłyszałaś czyjś głos i momentalnie się podniosłaś. 
-Nie, nie. - odrzekłaś i spojrzałaś na owego osobnika. - To znowu Ty. 
-Przeznaczenie? - zaśmiał się i mrugnął okiem. 
-Nie wierzę w przeznaczenie. - zaśmiałaś się i ominęłaś Go kierując się w stronę domku. 
-Mieszkasz tutaj? - dogonił Cię i dotrzymywał Ci kroku. 
-Od niedawna. - uśmiechnęłaś się. - W sumie to od dzisiaj. 
-Jeżeli będziesz chciała z kimś porozmawiać mieszkam niedaleko. - uśmiechnął się i wskazał na mały, bielutki domek w okolicach Twojego, po czym odszedł w jego kierunku. 
Zamurowało Cię. Spodobał Ci się, a teraz możesz Go mieć na wyciągnięcie ręki. 
Możesz Go mieć dla siebie, ale wiesz, że to nie jest łatwe. 
Możesz Go mieć i być szczęśliwą. 
Możesz Go mieć i zacząć wszystko od nowa.



~*~

Mamy piątkę. ;). Nie jest zła, ale zawsze mogła być lepsza, prawda? ;>. Szczerze mówiąc nie wiem jak długo będzie trwałą ta opowieść, jeszcze tego nie przemyślałam. ;c. Możliwe, że będzie ona nieco dłuższa niż te wszystkie, które tutaj umieściłam? Tego jeszcze nie wiem.. ;>
Jak mijają Wam końcowe dni wakacji? Moje niestety nieco nudno. ;c. Może któregoś dnia uraczę Was kilkoma zdjęciami z Niemiec, jeżeli będziecie chciały. ;>. 

Pozdrawiam, inaccessiblegirl! 



niedziela, 18 sierpnia 2013

Zagubiona w losu grach. - 4.





Czym prędzej wysiadasz z samolotu i odbierasz swoją walizkę. Nie chcesz ponownie się natknąć na owego osobnika. Kiedy wychodzisz na parking podchodzi do Ciebie jakiś nieznajomy facet. Podaje Twoje imię i nazwisko, a Ty zdziwiona wędrujesz za nim. W trakcie drogi do hotelu poinformował Cię, że to Twoi przyjaciele zadzwonili po niego i że jest kuzynem Matyldy. Poprosili go, aby Ci pomógł się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Teraz zrozumiałaś fakt, że dość dobrze mówi w języku polskim. Zdziwiłaś się, ale wiedziałaś, że Matylda i Kacper dobrze to zorganizowali. Ale nie wiedziałaś, że wyślą Cię do Argentyny. Tego się po nich nie spodziewałaś. Kiedy tylko zaaklimatyzowałaś się w hotelu, usłyszałaś pukanie do drzwi. Otworzyłaś je i wpuściłaś kuzyna przyjaciółki do środka. Szybko poszłaś się przebrać w coś luźniejszego i po chwili wyszłaś w kwiecistej sukience ponad kolano i spiętych włosach w wysokiego kucyka. Razem z Michaelem wyruszyłaś w miasto w celu zwiedzenia Buenos Aires. Miasto spodobało Ci się. Odkąd pamiętasz chciałaś wyjechać gdzieś za granicę i zwiedzić jakieś inne miasto niżeli Kraków. Planowaliście to z Kamilem, ale niestety nie było tak jak chcieliście. Michael zadawał Ci wiele pytań, tak jak i Ty jemu. Jedno zabolało Cię najbardziej. Usiedliście na ławce, a Ty zaczęłaś mu opowiadać.

*

Cudowny dzień. Miała stanąć przed ołtarzem i powiedzieć najważniejsze "tak" w swoim życiu. Cholernie się bała, ale jednocześnie się cieszyła. Przyjaciółka wraz z matką pomogły jej ubrać suknię, kosmetyczka ją pomalowała, fryzjerka uczesała. Kiedy była gotowa wraz z rodzicami przeszła do salonu. Tam po chwili pojawił się jej ukochany. Otrzymali błogosławieństwo jej rodziców i razem ruszyli w drogę do kościoła. Nie obeszło się bez licznych bram zrobionych przez znajomych, w końcu tak zwyczaj nakazywał. On zdenerwowany wszedł do Świątyni, a ona chwilę po nim. Prowadził ją ojciec, który przed ołtarzem ucałował jej policzek i oddał swoją jedyną córkę innemu mężczyźnie. Mężczyźnie, którego kochała najbardziej na świecie. Cały strach zniknął, kiedy ksiądz rozpoczął ceremonię. Wzajemnie wypowiedzieli słowa przysięgi małżeńskiej, by powiedzieć sobie sakramentalnie i najważniejsze "tak" w całym swoim życiu. Kiedy ksiądz zakończył ceremonie czule się pocałowali, aby uwieńczyć cały sakrament. Przy wyjściu z Kościoła zebrani goście obsypali ich ryżem i grosikami. Nagle usłyszeli odgłos strzału. Jeden, drugi i trzeci. Upadł na schody prowadzące do wejścia do Kościoła. Ona płakała, a on opadał z sił. "Bądź szczęśliwa nawet wtedy, kiedy mnie nie będzie". Ledwo wyszeptał. Pogotowie go zabrało, a ona trwała przy nim, dopóki lekarz nie powiedział najgorszego zdania, które odbijało się echem w jej głowie. "Bardzo mi przykro". Poklepał ją po ramieniu i odszedł.

*

Przejął się. Objął ją ramieniem, a ona poczuła się bezpieczna. Znów wylewała łzy, ale czuła, że wygadała się komuś, kto ją zrozumiał. Czuła, że Michael nie będzie prawił jej kazań, bo tego po raz kolejny by nie zniosła. Kiedy doszła do odpowiedniego stanu podnieśli się i ruszyli w drogę powrotną. Zajęci rozmową, szli przed siebie do czasu, aż ONA nie wpadła na kogoś. Aż nie wpadła na NIEGO.
Poczuła się inaczej.
Poczuła jak serce jej łomocze.
Poczuła, że Jego wzrok przeszywa jej ciało.
Poczuła, że to może być coś więcej.




~*~

Tak więc mamy czwórkę. ;). Nie jestem zadowolona z tego wyżej, ale lepsze to niż nic. ;>. Nasi piłkarze wygrali z Danią - są postępy. ;). Oby tak grali w meczach eliminacyjnych, prawda? ;>. Ja jednak z utęsknieniem oczekuję meczy naszych siatkarzy! Czy Wy też czekacie na to z niecierpliwością? ;D

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl! 



środa, 14 sierpnia 2013

Zagubiona w losu grach. - 3.





Wchodzisz do restauracji, w której byliście umówieni. Rozglądasz się, aż w końcu Go dostrzegasz. Od razu kierujesz się do stolika, przy którym siedzi. Witasz się z Nim pocałunkiem w policzek. Odsuwa Ci krzesło, na którym siadasz. Zamawiacie potrawy i po chwili je otrzymujecie. Życzycie sobie wzajemnie smacznego i pochłaniacie swój posiłek. Po zjedzeniu pogrążacie się w rozmowie. Nie spodziewałaś się do czego dąży ta rozmowa. Nie spodziewałaś się co nastąpi, kiedy Ty przestaniesz mówić. Podniósł się, uklęknął przed Tobą na jednym kolanie, a z kieszeni wyjął małe, czerwone pudełeczko. Otworzył je i spojrzał w Twoje źrenice.
-Zostaniesz moją żoną? - nie przesłyszałaś się, zadał to pytanie, którego się obawiałaś. Kiedy nie słyszał z Twoich ust odpowiedzi nieco posmutniał. Widząc Jego smutne oczy ujęłaś w swoje dłonie Jego policzki i czule musnęłaś Jego usta.
-Tak. - odparłaś nieco ciszej, a On nasunął złoty pierścionek z brylantem na Twój palec. Wstał, chwycił Twoje dłonie, a Ty wpadłaś w Jego ramiona. Uniósł Cię ku górze i okręcił wokół własnej osi. Na sali rozbrzmiały oklaski zgromadzonych tam osób, a z jednego z pomieszczeń wyszedł właściciel restauracji. On poprosił owego mężczyznę o to, czy zrobi zdjęcie. Był nieco zdziwiony, ale kiedy wytłumaczył mu o co chodzi, zgodził się bez żadnego "ale". Po zdjęci, każdy z gości usiadł, a Wy znów wpadliście sobie w ramiona, a Wasze usta połączyły się w czułym pocałunku. Z niedowierzaniem wpatrywałaś się w pierścionek na swoim palcu, kiedy wychodziliście z restauracji. Odprowadził Cię do domu jak prawdziwy gentelmen, a przed drzwiami Wasze usta znów się złączyły w pocałunku. Ty weszłaś do środka, a On odszedł w kierunku swojego osiedla.


*

Znów wspomnienia wzięły górę. Znów nie powstrzymała się i wylała kolejne łzy. Jej przyjaciele siedzieli i patrzyli nie wiedząc co mają zrobić. 
-Co powiesz na małe wakacje? - Matylda objęła ją ramieniem,ale Ty kiwnęłaś przecząco głową odkładając album na stolik.
-Nie daj się prosić, przecież potrzebujesz odetchnąć od tego wszystkiego. - Kacper spojrzał na Ciebie znacząco.
-Odpuście sobie, dobra? - nieco zdenerwowana zerwałaś się na równe nogi. - Mój mąż zmarł miesiąc temu, a ja mam jechać na jakieś pieprzone wakacje, do cholery?! - podniosłaś głos czując jak po Twoich policzkach spływają łzy.Dosłownie wygoniłaś ich ze swojego domu i znów usiadłaś na kanapie.
Odpuścili, ale nie tak jakbyś tego chciała. Po tygodniu wpadli do Twojego mieszkania, oznajmiając Ci, że wjeżdżasz. Matylda zaczęła pakować Twoją walizkę, a Kacper namawiał Cię na ten wyjazd. Protestowałaś, ale nie miałaś innego wyjścia. Po kilkunastu minutach Matylda stanęła w drzwiach trzymając jakieś Twoje ubrania i wygoniła Cię do łazienki. Stanęłaś przed lustrem i doszłaś do wniosku, że wyglądasz tragicznie. Ubrałaś się, pomalowałaś i spięłaś włosy w luźnego kłosa. Przyjaciele oznajmili Ci, że wszystko gotowe i trzymając Cię pod ręce wyszliście z mieszkania. Odwieźli Cię na lotnisko nie mówiąc nawet gdzie Cię wysyłając. Powiedzieli jedynie, że Twoi rodzice się zgodzili. W budynku lotniska pożegnali się z Tobą i odeszli dopiero wtedy, kiedy wiedzieli, że nie uciekniesz. Zajęłaś swoje miejsce w samolocie i niestety obok Ciebie musiało usiąść dwóch mężczyzn. Nie miałaś ochoty wkręcać się w rozmowę z nimi, dlatego włożyłaś do uszu słuchawki. Odpłynęłaś w słowach piosenki, ale nie długo cieszyłaś się spokojem, ponieważ jeden z mężczyzn oparł swoją głowę o Twoje ramię.
-Chyba Pana coś pogięło! - krzyknęłaś niemal na cały samolot, aż się zerwał i rozejrzał dookoła.
-Przepraszam, nie rozumiem. - odpowiedział idealnym angielskim. Wykrzyczałaś to samo zdanie po angielsku, a ten zaczął Cię przepraszać. 
Spodobał Ci się.
Spodobał Ci się Jego głos.
Spodobał Ci się Jego wygląd.
Spodobał Ci się cały On.



~*~

Tak więc mamy trójkę. ;). Za wszelakie błędy przepraszam, pisałam na tablecie, jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam. ;)
Poznaliście imiona przyjaciół, którzy nie odpuścili i wysłali ją na wakacje, a także mniej więcej moment zaręczyn głównej bohaterki i Kamila. ;). A na końcu tajemniczy mężczyzna.. Podejrzewacie kto może NIM być? ;>

Pozdrawiam serdecznie, inaccessiblegirl!